Panczenlama zniknięty przez Chiny obchodzi urodziny

"Sto lat Panczenlamo, wszystkiego najlepszego, taszi delek!" - chciałoby się radośnie wykrzyczeć. Czemu nie, przecież okazja jest pierwszorzędna, Gendun Czokji Nima 25 kwietnia obchodzi dwudzieste czwarte urodziny. Problem w tym, że odkąd w 1995 skończył 6 lat, nie ma możliwości przekazania solenizantowi życzeń.

Wtedy właśnie XIV Dalajlama, po długim "okresie selekcji" i uzgodnień z wyrocznią, wybrał kolejną, jedenastą inkarnację Panczenlamy. Historia tego procesu sięga czasów XVI/XVII wieku, kiedy to V, zwany Wielkim, Dalajlama nadał swojemu nauczycielowi Panczenowi Czokji Gjalcenowi drugie - po sobie - miejsce w hierarchii buddyzmu tybetańskiego, nazywając go tym samym Panczenlamą (od sanskryckiego "pandita" - uczony i tybetańskiego "czenpo" - wielki). Od tego momentu kolejni tulku określani byli mianem panczenlamy, a ich ścisła relacja z dalajlamami przetrwała właściwie po dziś dzień (jedno z porównań opisuje tę więź jako "bycie Słońcem i Księżycem Dharmy" – nauk Buddy).



X Panczenlama, Lobsang Czokji Gjalcen, zmarły w 1989 roku, był stuprocentowym zaprzeczeniem stereotypu spokojnego i potulnego Tybetańczyka - potężna postawa i reformatorska natura były ucieleśnieniem przeżyć, których doświadczył. Nie wahał się wytykać władzom chińskim błędów (słynna "Petycja 70 tysięcy znaków" skierowana do Mao), za co te się z nadwyżką mściły wsadzając go do więzień i zmuszając do udziału w tzw. thamzigach (okrutnych "sesjach reedukacyjnych"). Zmarł w niejasnych okolicznościach podczas wizyty w Tybecie. Ponieważ zdjęcie następcy, jak i Dalajlamy, jest w Tybecie zakazane, często jego właśnie podobizna zdobi tybetańskie klasztory.


Niestety o następcy X Panczenlamy nie możemy już tak wiele powiedzieć. Gendun Czokji Nima, tuż po rozpoznaniu przez XIV Dalajlamę 14 maja 1995 roku, zniknął (w "tajemniczych okolicznościach") wraz z rodzicami ze swojej wioski. Czyżby Chińczycy obawiali się, że chłopiec odziedziczy po swoim poprzedniku charakter buntownika? W ich postępowaniu trudno znaleźć chociażby krztę zdroworozsądkowego myślenia, ale jak widać nikomu na szczeblach władzy to nie przeszkadza. Po uprowadzeniu (chyba inaczej nie można tego nazwać) Genduna w Tybecie wybuchły protesty przeciwko mieszaniu się Chin do kwestii religijnych. Odpowiedź była natychmiastowa i mało zaskakująca - zakazano rozmów o Panczenlamie, a w klasztorze Taszilhunpo posłużono się "złotym środkiem" w postaci znanej już "reedukacji".

Po uciszeniu niewygodnej jak zwykle krytyki Chińczycy, aby wyjść z twarzą z całej sytuacji, rozpoczęły na własną rękę poszukiwania reinkarnacji X Panczenlamy. W listopadzie 1995 roku, w świątyni Dżokhang w Lhasie, dokonano wyboru "autentycznego Żywego Buddy". Akt ten był podwójną fabrykacją - poza niewątpliwie niewłaściwą osobą mającą odtąd pełnić należyte panczenlamie funkcje, sama procedura przebiegała pod przykrywką mistyfikacji - Chińczycy "zatrudnili" alternatywnego Gandena Tipę (najwyższego hierarchę szkoły Gelug; prawdziwy przebywa w Indiach), by ten wyciągnął los z urny, dokonując ostatecznego wyboru co do kandydata. Aby zwieńczyć dzieło, nakazano Tybetańczykom potępić Dalajlamę i uznać Panczenlamę (którego swoją drogą rodzice są członkami - ateistycznej z założenia - KPCh).


Co natomiast dzieje się z Gendunem Czokji Nimą, chłopcem niejako namaszczonym przez Dalajlamę? Od kilkunastu lat, z mniejszym lub większym natężeniem, pytanie to zadają różne strony - jednostki, stowarzyszenia, organizacje, przedstawiciele władz, parlamenty etc. Z takim samym efektem - odpowiedzi brak. Chińczycy parokrotnie obiecywali (bardzo nieoficjalnie) pokazanie zdjęcia Genduna, które potwierdziłoby, że miewa się on zupełnie dobrze, uczęszcza do szkoły etc. Jednym z takich wyjątkowych 'incydentów' była obietnica przesłania zdjęci polskim parlamentarzystom, złożona podczas wizyty w Tybecie w 2001 r. O zdjęcie się upominano, ale bezskutecznie. Może jest to więc na tyle oczywiste (przecież kto jak kto, ale ChRL potrafi rozwinąć opiekuńcze skrzydła i dbać o człowieka...), że żadnego dowodu przedstawiać nie potrzeba?


Lata płyną, z roku na rok setki głosów dopominają się w rozmaity sposób o jedno i to samo. Jednak zdaje się, że te jednostronne wołania umrą z czasem śmiercią naturalną, zastygając w przestrzeni wypełnioną jałową nadzieją. Na temat pozbawiony faktów i informacji trudno snuć jakiekolwiek refleksje; pozostaje wierzyć, że duch X Panczenlamy, jego siła i odwaga, są obecne również pod postacią jego następcy. A zatem: wszystkiego najlepszego Gendun! Gdziekolwiek byś nie był....

Jagoda Czarnotta
Students for a Free Tibet Poland



Zobacz więcej: www.freepanchenlama.org
Trwa ładowanie komentarzy...