O autorze
Students for a Free Tibet Poland (www.sftpoland.org) jest oficjalnym oddziałem międzynarodowej organizacji Students for a Free Tibet (www.studentsforafreetibet.org) zrzeszającej Tybetańczyków i aktywistów podejmujących działania na rzecz wolności Tybetu i zmiany świata bez stosowania przemocy. Jesteśmy organizacją członkowską, do której przystąpić może każda zainteresowana osoba.
www.Facebook.com/SFTPoland
www.youtube.com/SFTPoland

Międzynarodowy Dzień Prawa do Prawdy

Arcybiskup Oscar Arnulfo Romero (1917 - 1980) i Panczenlama Lobsang Trinlej Czokji Gjalcen (1938 - 1989)
Arcybiskup Oscar Arnulfo Romero (1917 - 1980) i Panczenlama Lobsang Trinlej Czokji Gjalcen (1938 - 1989)
24 marca przypada Międzynarodowy Dzień Prawa do Prawdy związanej z Masowymi Naruszeniami Praw Człowieka i Godnością Ofiar (ONZ). Przypominamy niezwykłą postać arcybiskupa Romero, Panczenlamy X i innych, którzy walczyli o godność i prawa człowieka.

Dzień został ustanowiony przez ONZ w 2010 r., w trzydzieści lat po zabójstwie arcybiskupa Oscara Arnulfo Romero z Salwadoru, kandydata do Pokojowej Nagrody Nobla, który wkrótce prawdopodobnie zostanie uznany za męczennika. Romero był przede wszystkim obrońcą praw człowieka, „nawróconym” rewolucjonistą broniącym ludu przed szalejącą w latach 80-tych w Salwadorze prawicową juntą wspieraną przez USA. Arcybiskup Romero został zamordowany 24 marca 1980 r. podczas odprawiania mszy, po tym jak dzień wcześniej, także podczas posługi kapłańskiej, zaapelował o zaprzestanie bratobójczych walk i przemocy.



Ten dzień możemy dedykować wielu dzielnym obrońcom praw człowieka, którzy na całym świecie ryzykują własnym życiem, dokumentując zbrodnie i pozbawianie godności lub przeciwstawiając się im.

Przypomina mi o współczesnych bohaterach, którzy cierpią prześladowania za próby mówienia o prawdzie, o pokazywaniu jej światu. Z pewnością można by upamiętnić wielu, także tych, których imion nie znamy. Wielu znajdziemy również w Tybecie, który kojarzy i powinien kojarzyć nam się z walką o prawdę, masowymi naruszeniami praw człowieka oraz pamięcią o ofiarach.
Do takich postaci należy z pewnością Cao Shunli, której śmierć w wyniku braku dostępu do leczenia w chińskim więzieniu wywołała ostatnio burzę na forum Rady Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych. Chińska działaczka występowała między innymi w imieniu rzeszy Chińczyków próbujących dochodzić swoich praw przez petycję, następnie zsyłanych do obozów lub tajnych więzień za niepokojenie władz. Musiała być świadoma, że ryzykuje życiem, próbując wziąć udział w oficjalnym, ONZ-towskim procesie przeglądu praw człowieka w Chinach.

Do takich ofiar z pewnością możemy zaliczyć ponad 135 Tybetańczyków i Tybetanek, którzy podpalili się w proteście przeciwko chińskim prześladowaniom w Tybecie. Wiele głosów z różnych stron podkreśla, że to protest pozwalający zachować godność, przy braku innej formy wyrazu, która nie kończyłaby się biciem, więzieniem, torturami, śmiercią w więzieniu lub w męczarniach. Ostatni przykład Goszula Lobsanga, byłego więźnia politycznego, który zmarł 19 marca po warunkowym zwolnieniu z więzienia, gdzie był torturowany, mówi sam za siebie.
Losang protestował w 2008 roku w miasteczku Bhelban, w czasie pantybetańskich protestów krwawo dławionych przez Chiny. Ukrywał się przez dwa lata zanim Chińczycy złapali go i skazali na 12 lat więzienia, w którym między innymi głodował i chorował.

„Żywe pochodnie” wybierają inną, nazwijmy to – bardziej godną, bo często natychmiastową śmierć. W chińskich więzieniach gniją także ci, którzy chcą przekazywać prawdę prawdę o „pochodniach” światu.

Jonten Gyatso, starszy duchowny, skazany na 7 lat więzienia za „przekazywanie informacji i zdjęć dotyczących samospalenia mniszki Tenzin Łangmo”, oraz „przekazywanie od 2008 roku informacji na temat wydarzeń politycznych w Tybecie poprzez próbę nawiązania rozmowy telefonicznej z mechanizmem praw człowieka Narodów Zjednoczonych”. Miejsce jego przetrzymywania pozostaje nieznane od czasu aresztowania w 2011 roku. Jonten Gjatso był szanowanym liderem i nauczycielem tybetańskiej społeczności, działaczem na rzecz zachowania jedności i kultury tybetańskiej i fundatorem tybetańskiej szkoły.
Pisząc o tych, którzy poświęcili życie ujawniając prawdę o Tybecie, trzeba pamiętać o Czokji Gyaltsenie, X Panczenlamie (1938 – 1989), który zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach (oficjalnie na atak serca) zaledwie pięć dni po tym, jak po przyjeździe po latach więzień, aresztów domowych i wewnętrznego wygnania powiedział publicznie, że Tybet zapłacił za chiński rozwój więcej niż nań skorzystał. To niezwykła postać w tybetańskiej kulturze: po krwawo stłumionym powstaniu tybetańskim i emigracji Dalajlamy do Indii w 1959 roku, Panczenlama pozostał jednym z najwyższych rangą duchownych w Tybecie. Wplątany w politykę i oficjalne struktury władz, jednocześnie krytykował poczynania chińskich komunistów. Już w 1960 r. przekazał jednemu z najwyższych rangą urzędników partyjnych krytykę stłumienia powstania, a następnie ponowił swój apel bezpośrednio do przewodniczącego Mao w 1961. Rok później poinformował Partię, że sytuacja na terenach tybetańskich jest gorsza niż przed „wyzwoleniem” i rozpoczął pracę nad „Petycją siedemdziesięciu tysięcy znaków”, w której oficjalnie zaprotestował przeciwko głodowi i gwałtom będącym skutkiem „wielkiego skoku” - jednej z tragiczniejszych szalonych kampanii politycznych wzniecanych przez „Wielkiego Sternika”. Za ten dokument, od którego ogłoszenia starali się odwieźć autora sami Tybetańczycy, przyszło mu ciężko zapłacić.
W 1966 zostaje objęty aresztem, po czym poddany publicznej krytyce i napiętnowaniu, pozbawiony oficjalnych funkcji, aż ostatecznie doprowadzony na „wiec walki klasowej”na jednym z stadionów w Pekinie i poddany poniżającemu publicznemu widowisku. (Wśród oprawców są jego brat i bratowa, zapewne zmuszeni do udziału w hańbiącym spektaklu).

Zrehabilitowany na fali odwilży po śmierci Mao (1977), do Tybetu może wrócić dopiero w 1982 roku. W 1986 znów naraża się władzom mówiąc „Zauważyłem dziwne zjawisko wśród kadr, robotników i lamów. Kadry nie wiedzą nic o polityce, robotnicy nie mają pojęcia o technologii, a lamowie nie umieją recytować modlitw. Czy w tej sytuacji mogą być panami swego losu?” Walczy o miejsce języka tybetańskiego w edukacji i administracji. Wreszcie w 1989 r. ginie w do dziś niewyjaśnionych, choć dla Tybetańczyków jasnych, okolicznościach (pogłoski mówią, że został otruty). Do dziś jego wizerunki można zobaczyć w wielu miejscach w Tybecie. Zezwalają na nie władze, więc występują czasem niejako w "zastępstwie" zakazanych portretów Dalajlamy. Wszak dla Tybetańczyków Dalajlama i Panczenlama są jak "słońce i księżyc".

Równie okrutny los spotkał jego następcę, chłopca aresztowanego w wieku 6 lat, ale to już inna historia...

Życie, a czasami i śmierć - prawdziwa czy polityczna tych postaci, z różnych stron świata, zmagających się z różnymi dyktaturami, mają wiele wspólnego. Pamiętajmy o nich w tym wyjątkowym dniu.

Piotr Cykowski
Students for a Free Tibet Poland
Trwa ładowanie komentarzy...