O autorze
Students for a Free Tibet Poland (www.sftpoland.org) jest oficjalnym oddziałem międzynarodowej organizacji Students for a Free Tibet (www.studentsforafreetibet.org) zrzeszającej Tybetańczyków i aktywistów podejmujących działania na rzecz wolności Tybetu i zmiany świata bez stosowania przemocy. Jesteśmy organizacją członkowską, do której przystąpić może każda zainteresowana osoba.
www.Facebook.com/SFTPoland
www.youtube.com/SFTPoland

Wydarzenia rodem z komunistycznych Chin w sercu Europy

Kiedy władze Chin przekupią Tomasza Machałę, aby zlikwidował naszego bloga? Na razie udało im się ocenzurować tybetańskie protesty w samym sercu Europy.

„1 kwietnia wybierałem się z żoną na demonstrację... po drodze zatrzymał nas policjant i zapytał czy jestem Tybetańczykiem. Odpowiedziałem dumnie 'tak'. Wtedy poprosił mnie o dowód tożsamości. Po kilku minutach odparł 'jesteś aresztowany'. W plecaku miałem tybetańską flagę narodową... moja żona miała na sobie koszulkę z napisem 'Tybet płonie', wsadzili nas do policyjnego radiowozu, gdzie byli już inni Tybetańczycy i zawieźli do aresztu... Byłem zszokowany: nie złamałem żadnego prawa, po prostu chciałem wziąć udział w proteście jako mieszkaniec tego miasta...” - opowiada o wydarzeniach z 1 kwietnia tego roku Jeszi Łangma.



Jeśli ktoś śledzi doniesienia z Tybetu, wie, że informacje o podobnych sytuacjach docierają do nas niemal każdego dnia z okupowanego przez Chiny Kraju Śniegów. Przyzwyczailiśmy się do nich, już nawet nie podnosimy larum przy każdym kolejnym dramatycznym proteście przez samospalenie, ale pracowicie sumujemy te przypadki w raporty, demonstrujemy w ważne dla Tybetu i praw człowieka rocznice. Informacje o masowych naruszeniach fundamentalnych praw nauczyliśmy się ignorować dla higieny psychicznej, bo są gdzieś daleko – za wysokimi Himalajami, gdzieś na gorącej pustyni Afryki...
„Otoczyło nas około 20 policjantów z pytaniem: jesteście Chińczykami czy Tybetańczykami? Odpowiedzieliśmy oczywiście, że Tybetańczykami. Funkcjonariusze oświadczyli, że nie możemy wejść na plac. Mogą tylko Chińczycy...” - zeznał Nima Karma po aresztowaniu w drodze na pokojową demonstrację.

Osobne ulice dla białych i czarnych...? Przypomina to najgorsze czasy segregacji rasowej i apartheidu. Już wcześniej pisaliśmy o dyskryminacji rasowej w Tybecie. Do opisanych tutaj zdarzeń nie doszło jednak w okupowanym Tybecie, gdzieś daleko ani dawno temu - ale zaledwie tydzień temu w - uwaga - belgijskiej Brugii, czyli w samym sercu Europy. „Zasady uległy zmianie” - poinformował oficer belgijskiej policji – na czas oficjalnej wizyty w Europie chińskiego prezydenta Xi Jinpinga.

W takich przypadkach „demokracja nie obowiązuje” według belgijskich policjantów, którzy, jak wiemy, otrzymali drobiazgowe instrukcje od chińskich służb, jak sprawić, aby protesty obrońców praw człowieka przypadkiem nie kłuły chińskiego dygnitarza w oczy. Aresztowano 13 Tybetańczyków i 3 obywateli Belgii, z plecaków konfiskowano tybetańskie flagi, prewencyjnie zatrzymywano Tybetańczyków w miejscach dozwolonych wyłącznie dla Chińczyków, aby mogli entuzjastycznie witać swojego przywódcę, a także dokonano inspekcji wszystkich okien na trasie oficjalnej delegacji. Rozkaz był prosty: „Prezydent Xi nie może zobaczyć ani usłyszeć żadnego protestu na temat Tybetu”.
Warto, aby te alarmujące fakty dotarły do świadomości wszystkich, którzy pytają, po co zajmować się prawami człowieka w Chinach, po co upominać się o Tybet. Obecnie wpływy chińskich władz nie mają żadnych granic. Przyczyniły się do tragedii w Darfurze, Syrii i wielu innych miejscach na świecie, jednak wydarzenia takie jak farsa w Belgii pokazują, że Unia Europejska – ostoja praw człowieka i demokracji także nie jest odporna. Przymykanie oczu na łamanie praw człowieka w jednym miejscu na świecie prędzej czy później odbije się na innych. Ignorowanie pychy, brutalności i samowoli władz sprowadza nieszczęście niezależnie od lokalizacji geograficznej.

„Jesteśmy świadkami niepokojącego trendu, w ramach którego Państwa Członkowskie UE stają się coraz bardziej niechętne promocji i ochronie praw człowieka w dialogu z Chinami” -powiedział Karim Lahidji, Prezes Międzynarodowej Federacji Praw Człowieka. „1 kwietnia porażka w ochronie praw człowieka przekroczyła szczególnie niepokojący próg. Belgia nie tylko nie wysłała jasnego komunikatu w kwestii znaczenia praw człowieka w Chinach, ale pomogła zdeptać te prawa na swoim własnym terytorium. To jest niedopuszczalne i wzywamy władze, aby wyjaśniły co się wydarzyło i kto jest za to odpowiedzialny” - zaapelował szef jednej z największych organizacji praw człowieka.

Dokładny przebieg zdarzeń oraz relacje świadków w specjalnym raporcie opisały wspólnie trzy organizacje: Międzynarodowa Federacja Praw Człowieka, International Campaign for Tibet oraz Lungta Association Belgium.

W Europie (Wielkiej Brytanii, Danii, Francji, Węgrzech) i niestety także w Polsce dochodziło już do podobnych wydarzeń. Nie możemy jednak pozwolić, aby stały się częścią oficjalnego ceremoniału powitania chińskich (i jakichkolwiek innych) dygnitarzy w Europie. Na razie uniemożliwiają nam korzystanie z wolności słowa podczas oficjalnych wizyt. Czy następnym krokiem będzie zakaz krytycznego pisania o chińskiej polityce w Tybecie? A może kiedyś przekupią Tomasza Machałę, aby zlikwidował naszego bloga?

„Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było” - słynna mowa niemieckiego pastora Martina Niemöllera przypomina, że nie warto stać obojętnie. Na co dzień rezerwujemy to przesłanie dla pozbawionych wolności Tybetańczyków, dla nich działamy, będąc w komfortowej sytuacji wolności i zagwarantowanych praw. Tym razem jednak sprawa, o którą walczymy, przekracza granice i dotyka bezpośrednio naszego własnego bezpieczeństwa i naszej własnej wolności we wspólnej Europie.

Wydarzenia w Brugii wywołały skandal i poruszenie w Belgii - naturalnie. My chcemy, aby wywołały skandal i poruszenie w skali międzynarodowej. Dlatego kierujemy nasze słowa protestu do Ambasady Belgii w Polsce (warsaw@diplobel.fed.be) w solidarności z naszymi przyjaciółmi z Belgii, zawstydzonymi działaniami i bezradnością władz własnego państwa, utratą twarzy i wizerunku Belgii - dotychczas niemalże białej plamy na mapie łamania praw człowieka na świecie...

Piotr Cykowski
Students for a Free Tibet Poland
Trwa ładowanie komentarzy...